Przekleństwem naszego życia są pieniądze. Któż by nie chciał mieć ich dużo? Pieniądze dają poczucie radości bezpieczeństwa i własnej wartości. Odwrotnością tej sytuacji jest ich brak a co za tym idzie powstające coraz częściej długi. I tu dochodzimy do sedna sprawy, którym jest obowiązek spłacenia powstałego zadłużenia. Co jak co, ale zobowiązania finansowe zawsze powinniśmy spłacać. Ale co zrobić, jak dłużnikowi brakuje pieniędzy lub sytuacja życiowa zmieniła się u niego diametralnie i nie jest w stanie pomimo chęci wyregulować zaległości finansowych? W latach 90-tych można było się w takim wypadku spodziewać wizyty „wróżek zębuszek” w postaci kilku dobrze zbudowanych Panów, którzy mogli wybić ząbki i zabrać pieniążki.  W obecnym czasie najpopularniejszą formą odzyskania pieniędzy dla wierzycieli sa firmy windykacyjne. Nie neguje ich potrzeby powstawania, bo każdy wierzyciel ma święte i ustawowe prawo żądać zwrotu długu. Nie neguje faktu, że starają się odzyskać pieniądze od dłużników, bo po to przecież istnieją i to jest celem ich działania, ale nie potrafię zrozumieć niektórych form działania tych firm. Kontakty takich firm z dłużnikami powinny być unormowane prawnie w pełnym zakresie. Nie ma, że boli. Powinno być krótko zwięźle i na temat. Firma windykacyjna powinna mieć prawo dzwonić raz dziennie do dłużnika, wysyłać pisma i po określonym sztywno w prawie okresie przykładowo 3 miesiące w przypadku braku możliwości zwrotu długu lub w przypadku braku podpisania ugody powinna sprawę zadłużenia kierować automatycznie do komornika. Póki co w naszym kraju komornik jest jedyną instytucja mogącą od nas egzekwować spłatę długu. Ma do tego odpowiednie narzędzia i uprawnienia w postaci zajęcia komorniczego wynagrodzenia czy spieniężenia majątku dłużnika. Niestety nie każdy o tym wie i stąd pewna samowolka firm windykacyjnych. Normą jest skupowanie długów nie zawsze sprawdzając ich zasadność. Niektóre z nich sa przedawnione niektóre bezpodstawne- po prostu sztuka jest sztuka. Byle dużo byle tanio. Następnym problemem jest zbyt długie przetrzymywanie długów. Przecież te firmy kontaktując się potrafią w jednej sprawie wysyłać zawiadomienia i dzwonić przez rok lub półtora licząc za każdy dzień jakieś odsetki co powoduje nie pomoc dłużnikowi, ale zwiększą jego zadłużenie. Rzecz jasna mają prawo do naliczania odsetek, ale ich odsetki sa zazwyczaj duże (czasami patrząc na dokumenty wręcz z kosmosu wzięte plus dodatkowe koszty umowne) wiec też powinien obowiązywać okres trzymania sprawy przed przeslaniem do komornika. Podczas rozmowy pracownik nie zawsze dysponuje pełna wiedzą na temat zadłużenia. Mają tylko podstawowe dane i tylko podstawową wiedzę na temat procedur. Żeby oddać sprawiedliwość w pewnym sensie podziwiam tych ludzi pracujących na infolinii, bo musza się nasłuchać epitetów i wulgaryzmów na swój temat, ale to też myślę efekt schematu pracy firm zajmujących się odzyskiwaniem długów. Bardzo dziwne jest kierowanie spraw o wydanie nakazu zapłaty do sądów poza miejscem zamieszkania dłużnika. Jak sobie mam wytłumaczyć, że mieszkam w Poznaniu a dostaje wyrok z sądu w Elblągu czy Olsztynie? Tu ja akurat wiem, jak to wytłumaczyć. To po prostu sposób utrudnienia dłużnikowi przybycia na sprawę lub ogólnie utrudnienie kontaktu co zwiększą szanse takiej firmy na uzyskanie nakazu zapłaty, bo kto ma się sprzeciwić jak nie ma pozwanego. Normą jest, że dłużnik nawet po podpisaniu ugody i zadeklarowaniu formy spłaty i tak jest męczony telefonami typu – „Dzień dobry za dwa dni ma termin wpłaty…”  „Dzień dobry jutro musi pan wpłacić” „Czy pamięta Pani, że za dwa tygodnie trzeba zapłacić? A jakby Pani mogła to proszę wpłacić więcej …” Po co przypominać jak ktoś doskonale wie, że zadeklarował spłatę? Po co? Ja wiem pamiętam po to podpisałem, żeby rozwiązać problem i żebyście do mnie nie dzwonili. Największym myślę jednak problemem dla dłużnika jest nieustanna świadomość, że każdy obcy numer każdy numer zastrzeżony każdy dźwięk wiadomości to potencjalnie windykator który będzie oczekiwać rozmowy o zadłużeniu. Oczywiście nie musimy tego robić o czym też nie każdy wie, ale tu chodzi o sam fakt obciążenia psychicznego. Jeżeli wtedy jesteśmy sami to pól biedy, ale będąc w towarzystwie taka osoba odczuwa ogromny wstyd i zażenowanie tą sytuacja. Następna sprawa określenie – Wizyta windykatora terenoweg. I tu znowu mamy sytuacje, że dłużnik przeciętny myśli, że to komornik przyjedzie. Nic bardziej mylnego. Windykator terenowy to żaden urzędnik to zwykły pracownik, który ma taka nazwę stanowiska. Nie mamy obowiązku z nim rozmawiać ani podawać mu żadnych informacji. To jedynie kwestia naszej dobrej woli czy go wpuścimy i czy z nim porozmawiamy. Windykator terenowy to nie komornik.  Mówiąc o obciążeniu psychicznym oczywiście nie mówimy tu o dłużnikach świadomych. Może świadomych to złe określenie, ale mam na myśli takich którzy specjalnie brną w długi, zaciągają pożyczki i się tym nie przejmują. My mówimy o ludziach normalnych pracujących wychowujących dzieci mających ułożone życie i zdających sobie sprawę z faktu ze mają dług i trzeba go spłacić. Tacy ludzie doskonale rozumieją ze należy wyregulować zaległości, ale jeżeli nie mogą to nie trzeba im przypominać pięć razy dziennie, bo takie zachowanie niszczy psychikę. Bardzo niszczy. Sa przypadki, kiedy ludzie wpadają w depresje, bo czują się nieudacznikami, bo nie potrafią zapewnić rodzinie spokoju. Odreagowują własną bezsilność uciekając w alkohol w przemoc w używki, bo wtedy nie myślą wciąż, że za chwile ktoś zadzwoni z żądaniem zwrotu długu, czy że sąsiedzi zobaczą wezwanie z logo firmy windykacyjnej. Długi to nic przyjemnego, ale weźmy pod uwagę ze nie każdy wpada w długi świadomie. Każdemu może się podwinąć noga. Nie każdemu rodzice zostawiają spadek wartościowy czy unormowane życie, niektórzy dostają na początek dorosłego życia pismo od komornika za długi rodziny Piszę ten tekst abyśmy się zastanowili jak działania takich firm wpływają na życie szarego człowieka jak niszczą poczucie własnej wartości jak zabijają chęć życia jak potrafią systematycznie osłabiać psychikę. Naszymi podopiecznymi sa osoby starsze, schorowane, osoby, które ledwo wiążą koniec z końcem, ale walczą starają się utrzymać rodzinne nad progiem ubóstwa. Wysiłki te okupione są niesamowitym poświęceniem zaś spotykając się z nimi cały czas słyszymy takie słowa „Ja już nie mam siły” „Jak mam z tym walczyć? Jak mam zapłacić, skoro z pensji na życie mi brakuje a nikt mi nie daje” „Ja nie chciałam zachorować a leczenie jest strasznie kosztowne” „Chce spłacić, ale dzieciom od ust nie odejmę” Tak nachalny kontakt z firmami windykacyjnymi zabiera tym ludziom ostatnie resztki nadziei, że może być lepiej.  Może warto się wiec zastanowić, że po drugiej stronie słuchawki jest żyjąca istota a nie numer sprawy czy numer pesel. Może warto się zastanowić właśnie teraz w czasie pandemii, kiedy dodatkowo ludzie tracą prace zdrowie majątki, kiedy są zamykani na kwarantannie, kiedy cały czas boja się nowych obostrzeń i ciężko psychicznie wytrzymać taką presje? Moi drodzy zastanówmy się czy nie trzeba wreszcie unormować działań firm windykacyjnych? Osobiście uważam, że tu nie ma się co zastanawiać. Tu trzeba działać i bardzo bym chciał, żeby nasi posłowie radni parlamentarzyści ktokolwiek mający władzę też to zrozumieli i się tym zajęli. Nie oczekuje likwidacji tych firm. Takie firmy są potrzebne. Nie chce piętnować zasadności ich istnienia, bo jak zauważyłem wcześniej każdy ma prawo odzyskać swoje pieniądze, ale uważam, że powinno się zmienić prawo i sposoby działania takich firm. Nie jestem prawnikiem, żeby narzucać formę i sposób zmian w prawie, ale myślę, że przedstawiając problem z perspektywy przeciętnego dłużnika naświetliłem największe luki w działaniach takich firm. Chciałbym, żeby ktoś w końcu zrozumiał ze nie można niszczyć ludzkiej psychiki ciągłym systematycznym nękaniem. Każdy człowiek ma swoja wytrzymałość. Jeden mniejszą drugi większą, ale każdy kiedyś pęknie i wtedy tragedia gotowa. Wtedy to reportaże o nieprawidłowym i nieetycznym działaniu firm windykacyjnych biją rekordy oglądalności. Czy nie lepiej zamiast sprzątać szkło po zbiciu szklanki sprawić, żeby ta szklanka nie spadła i się nie zbiła? Pomyślcie o tym… Pomyślmy o tym wszyscy.

I.W.